http://marriage-fanfiction.blogspot.com/
http://agreement-fanfiction.blogspot.com/
http://fulfillment-zaynmalik.blogspot.com/
dependent
czwartek, 19 czerwca 2014
czwartek, 29 maja 2014
Rozdział 17
Kiedy weszłam do domu zobaczyłam jakieś kartki
porozrzucane na korytarzu, butelki po alkoholu w salonie też były.
-Niezła tu była impreza.-powiedziałam śmiejąc się.
-No tak się złożyło, przyszedł Liam i razem
szukaliśmy takiej jednej teczki z ważnymi dokumentami a że nie mogliśmy jej znaleźć
i szukaliśmy wszędzie to po drodze rozrzucaliśmy te niepotrzebne.-powiedział
drapiąc się po karku.
-A przy okazji chcieliście się rozluźnić?-zapytałam
nadal się uśmiechając.
-No tak jakoś wyszło.-powiedział.
-Ok zanieś Conora na górę a ja to
posprzątam.-powiedziałam.
-Wolę zajmować się dzieckiem niż sprzątać więc
idę.-powiedział a ja znów zaczęłam się śmiać. Wróciłam do korytarza,
przykucnęłam i zaczęłam zbierać te wszystkie kartki. Były tam różne faktury,
umowy i takie inne. Szczerze nie wiedziałam że Zayn ma jakąś firmę. Kiedy
pozbierałam wszystkie kartki z korytarza, poszłam do salonu. Najpierw
wyrzuciłam butelki a później znów zaczęłam zbierać kartki. Tam też były
faktury, umowy ale były jakieś teczki a w nich dane różnych osób, ich zdjęcia i
były zapisane dużymi liczbami różne sumy. Ciekawe o co tu chodzi. Wole się nie
wtrącać dla własnego dobra. Wzięłam te wszystkie kartki i zaniosłam do gabinetu
Zayna. Zrobiłam dziecku mleko i poszłam na górę. Weszłam do pokoju Zayn i Conor
leżeli na łóżku. Podeszłam do łóżka i wzięłam dziecko na ręce. Usiadłam na łóżku,
wygodnie ułożyłam dziecko na rękach i zaczęłam go karmić. Kiedy skończyłam,
przebrałam dziecko i uśpiłam. Poszłam po jakieś ciuchy do siebie i wzięłam prysznic.
Gdy wychodziłam w drzwiach stanął Zayn.
-Może skorzystamy z okazji że dziecko śpi?-zapytał
poruszając brwiami.
-Nie dzięki.-powiedziałam i wyminęłam go. Położyłam się
i chciałam iść spać bo byłam zmęczona ale Zayn położył mnie na plecach i zawisł
nade mną.
-Nie daj się prosić.-powiedział i zaczął całować
mnie po szyji.
-Zayn zejdź ze mnie.-jęknęłam.-Jestem
zmęczona.-dodałam.
-Poświęć mi chwilkę no proszę.-powiedział.
-Kiedy indziej jak będziesz grzeczny teraz zejdź ze
mnie.-powiedziałam.
-No zgódź się,-jęknął.
-Zachowujesz się jak dziecko jesteś bardziej
natrętny niż Conor. Mam nadzieję że nie odziedziczy tego po tobie.-powiedziałam
śmiejąc się
-Nie śmiej się ze mnie.-powiedział i zaczął mnie
łaskotać. Ja się śmiałam.-Cicho bo obudzisz dziecko.-dodał.
-To przestań mnie łaskotać.-powiedziałam a on zaczął
mnie łaskotać jeszcze bardziej. Ja śmiałam się jeszcze bardziej ale on zatkał
mi usta ręką. Nie mogłam wytrzymać brzuch już mnie bolał od tego śmiania. Żeby przestał
zaczęłam kiwać głową a on od razu przestał.
-Czyli co przekonałem cię?-zapytał z głupim
uśmieszkiem. Ja nic nie odpowiedziałam. Zaczął mnie całować a ja oddawałam
pocałunki kiedy chciał ściągnąć mi bluzkę usłyszałam płacz.
-Zayn zejdź ze mnie Conor płacze.-powiedziałam a
Zayn ze mnie zszedł. Wstałam i poszłam do pokoju synka. Podeszłam do łóżeczka i
wyciągnęłam dziecko.
-Co się stało?-spytałam troskliwym głosem.-Nie płacz,
mama już do ciebie przyszła.-powiedziałam i utuliłam dziecko. Po 15 minutach
Conor zasnął, położyłam go do łóżeczka i poszłam do sypialni.
-No nareszcie ile można czekać?-spytał i wyciągnął
ręce w moją stronę.
-Uśpienie dziecka nie jest proste.-powiedziałam
siadając na Zaynie.
-Ale już śpi. Zajmijmy się sobą.-poweidział.
-Robisz coś jutro?-spytałam.
-Nie nie wiem. Czemu pytasz?
-Tak pytam. Jak sprzątałam te kartki na dole
zauważyłam różne teczki i dane różnych osób po co ci one?-spytałam a Zayn się spiął.
-Czemu tam grzebałaś?-spytał.
-Jak czemu przecież sprzątałam to co miałam zamknąć
oczy?-spytałam.
-Nie masz racje. To dane osób które wiszą mi
kasę.-powiedział.
-A już rozumiem.-powiedziałam.-To na czym
skończyliśmy?-spytałam specjalnie żeby sprowokować Zayna. On obrócił nas tak że
teraz to on wisiał na mnie. Kiedy skończyliśmy, wtuleni w siebie zasnęliśmy.
środa, 28 maja 2014
Rozdział 16
6 miesięcy później
To już ósmy miesiąc jeszcze tylko jeden i dziecko się
urodzi. Z Zaynem czasem się kłócimy, ja zazwyczaj obrywam ale nie tak mocno
żeby wylądować w szpitalu. Nawet gdybym chciała nie mam gdzie pójść a już
zwłaszcza z dzieckiem. Nie wiem czy to chłopiec czy dziewczynka chce się dowiedzieć
kiedy je urodzę. Czasem Zayn i jego kumple przynoszą tu jakiś ludzi ale ja wole
się w to nie wtrącać dla własnego dobra. Mam parę siniaków na ciele ale na szczęście
z dzieckiem jest wszystko w porządku. Czasem
już nie wyrabiam ale muszę być silna dla dziecka. Zayna nie było w domu a ja
musiałam iść do lekarza. Nie chciałam do niego dzwonić bo na pewno byłby zły.
Ubrałam się i wyszłam z domu. Szłam przez parku i przyglądałam się dzieciom
które bawiły się na placu zabaw a ich matki biegały za nimi żeby nic im się nie
stało. Na samą myśl o moim dziecku uśmiech sam cisnął mi się na usta. Pól
godziny później byłam u lekarza, który powiedział że wszystko w porządku a po
godzinie byłam w domu. Kiedy weszłam i zamknęłam drzwi, poszłam do salonu gdzie
siedział Zayn.
-Gdzie byłaś?-spytał wkurzony.
-Byłam u lekarza.-odpowiedziałam.
-Pozwoliłem ci?-zapytał.
-Nie, nie było cię a ja musiałam iść na wizytę a nie
chciałam do ciebie dzwonić żeby ci nie przeszkadzać.-powiedziałam.
-Tyle czasu byłaś u lekarza? Lepiej powiedz
prawdę.-powiedział wstając, zaczął iść w moją stronę ale nie podszedł do mnie.
-Przecież mówię prawdę. Zanim tam doszłam i
przyszłam to trochę minęło.-powiedziałam. Podszedł do mnie i mocno popchnął
mnie na ścianę.-Dlaczego to zrobiłeś?-spytałam kładąc rękę na brzuch bo
strasznie mnie zaczął boleć od tego popchnięcia. A Zayn jak gdyby nigdy nic
uderzył mnie w twarz. Sama nie wiem kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
-Nie odzywaj się nie pytana.-warknął-To jest nauczka
następnym razem czekaj aż ja zadzwonię albo wrócę do domu.-powiedział, schwycił
mnie za ramiona i popchnął mnie w stronę schodów. Nie spodziewałam się tego i
wleciałam na nie bokiem. Uderzając brzuchem o schody. Strasznie mnie bolał i
bałam się że coś stało się dziecku.-No dalej na co czekasz? Spieprzaj na górę
bo jak ja ci pomogę to możesz się nie pozbierać.-powiedział a ja powoli wstałam
i weszłam na górę do pokoju. Położyłam się na łóżku bokiem i skuliłam się w
kłębek. Ten brzuch tak strasznie mnie bolał. Musiałam napić się wody.
Wiedziałam że Zayn mi jej nie przyniesie bo podczas ciąży rzadko kiedy mi
pomagał. Pomimo ogromnego bólu brzucha wyszłam z pokoju ale zaczęło strasznie
kręcić mi się w głowie. Nie złapałam się barierki i przewróciłam się na schody
spadając z nich. Czułam że coś było nie tak. Na szczęcie Zayn przyszedł żeby
zobaczyć co się stało.
-Ty krwawisz.-powiedział a ja się wystraszyłam. Nie mogę
stracić tego dziecka.
-Zabierz mnie do szpitala, proszę cię.-powiedziałam
błagalnym głosem. Zayn wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. Pół godziny
później byliśmy w szpitalu. Powiedziałam lekarzowi że spadłam ze schodów i
krwawię a on zdecydował że zrobi mi cesarkę. Mnie to nie obchodziło chciałam
tylko żeby mojemu dziecku nic się nie stało. Zawieźli mnie na salę i zrobili cesarkę.
W pewnym momencie usłyszałam płacz dziecka to była najpiękniejsza rzecz na
świecie.
-Urodziła pani pięknego, zdrowego i dużego
chłopca.-powiedział lekarz i podał mi dziecko. Mój synek był taki piękny ale
musieli go zabrać na badania a mnie przewieźli na salę. Zayna nie było ale może
nawet to dobrze. Byłam strasznie zmęczona i poszłam spać. Obudził mnie czyjś
głos.
-Proszę pani przyniosłam pani synka.-powiedziała
pielęgniarka.
-Dobrze dziękuje.-odpowiedziałam.
-No cześć synku.-powiedziałam kiedy miałam synka na
rękach a pielęgniarka wyszła.-Co tam? Dobrze cię traktowali jak mamusi nie
było?-zaczęłam do niego gadać ale nie słuchał mnie bo chyba zasnął. Jej jak ja
sobie poradzę przecież nie wiem jak zajmować się takim małym dzieckiem.
-Cześć. Dziecko już się urodziło?-zapytał gdy wszedł
Zayn do pokoju. Widać było że był skacowany. Czyli jak jego dziecko się rodziło
on był na imprezce dobrze się bawił i zabawiał się z jakimiś dziwkami nie ma co
super. Nie odzywałam się do niego miałam żal. To przez niego wylądowałam w
szpitalu.-Jest zdrowe?
-Tak Zayn twój syn jest zdrowy urodził się wczoraj
kiedy ty bawiłeś się w klubie z jakimiś dziwkami. Bądź tak miły i
wyjdź.-powiedziałam. Jak wyjdę ze szpitala wyprowadzę się od niego mam pieniądze
jeszcze po rodzicach. Uśpię jego czujność i wyjadę gdzieś. Chyba bez niego dam
sobie radę lepiej niż z nim.
-Daj mi dziecko.-powiedział.
-Po co? Przecież go nie chcesz on cię nie
interesuje.-powiedziałam.
-Daj dziecko to mój syn tak samo jak twój też mam do
niego prawo.-powiedział.
-On teraz śpi nie dam ci go bo się obudzi.
-Dobra zaczekam aż się obudzi.-powiedział i usiadł
sobie na krześle. Przyszedł lekarz i powiedział że wieczorem możemy już wyjść.
-Mógłbyś pojechać do domu po ciuchy które tam
są?-spytałam.
-Tak pojadę po nie.-powiedział i podszedł do mnie
ucałował dziecko i poszedł. Mam do niego wielki żal bo nie był ze mną tylko
mnie zdradzał z jakimiś dziwkami. Kocham go a on jak mi się odpłaca? No
właśnie. Po jakieś godzinie znów przyszedł. Dałam mu dziecko i poszłam się ubrać
kiedy wróciłam podeszłam do Zayna.
-Daj mi go muszę go ubrać.-powiedziałam a on mi go
podał.-Jak w ogóle damy mu na imię?-spytałam ubierając dziecko na łóżku.
-Nie wiem szczerze nie myślałem na tym.-powiedział
drapiąc się po karku.-A może Zayn junior.-powiedział.
-Zayn nie będziemy tak mówić do dziecka. Może Conor
Malik? Co ty na to?-zapytałam.
-Może być, fajne to imie.-powiedział.
-I co już jesteś gotowy żeby jechać do domu
Conor?-spytałam synka.
-Tak jestem jedźmy już mamusiu.-Zayn zaczął udawać
głos dziecka a ja zaczęłam się śmiać. Poszliśmy po wypis i po chwili byliśmy już
w aucie.
-Żeby była jasność nie zdradziłem cię. Pojechałem do
domu się napić bo miałem wyrzuty sumienia i myślałem że tobie albo dziecku coś się
stało. Przepraszam.-powiedział. Może mówił prawdę? Zobaczymy jak teraz się będzie
zachowywał. Po 15 minutach byliśmy pod domem, wysiadłam z auta i chciałam
wyciągnąć Conorka ale Zayn powiedział że on to zrobi. Więc ja poszłam w stronę
domu a Zayn za mną. Weszłam do domu i zobaczyłam…
Rozdział 15
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy w jakimś białym
pomieszczeniu.
-Dzień dobry. Już się pani obudziła?-zapytałam jakaś
kobieta.
-Tak. Co się stało?-spytałam.
-Potknęła się pani i uderzyła głową o kant łóżka.
Pan Malik przywiózł panią nie przytomną.-powiedziała.
-Czy wszystko w porządku z dzieckiem?-spytałam
kładąc ręce na brzuchu.
-Tak proszę się nie martwić. Musi pani uważać i nie
przemęczać się, to już 2 miesiąc.-powiedziała i wyszła. Po chwili przyszedł
Zayn.
-Wszystko ok?-spytał.
-Tak.-odpowiedziałam.
-Dobra jak przyjdzie ta lekarka to powiedz że dobrze
się czujesz i że chcesz wyjść. Jasne?-zapytał.
-Tak.-W końcu przyszła ta lekarka i pozwoliła mi
wyjść ze szpitala. Po godzinie byliśmy w domu. Poszłam na górę i położyłam się na
łóżku. Ta głowa jeszcze mnie bolała. Zaczęłam głaskać brzuch, już nie długo mi
urośnie i to bardzo. Sprawdziłam która jest godzina była 19. Wstałam z łóżka, poszłam
po jakieś krótkie spodenki i bluzkę i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i
zeszłam na dół po sok, tak w ogóle to nic nie jadłam ale nie chce mi się więc
nie zjem. Zeszłam na dół do kuchni i nalałam sobie szklankę soku. Kiedy
chciałam wyjść wpadłam na Zayna.
-Sory nie chciałam.-powiedziałam i chciałam odejść
ale on musiał mnie zatrzymać.
-Czemu taka jesteś?-zapytał.
-Jaka?-zapytałam.
-Nie odzywasz się do mnie i w ogóle, unikasz
mnie.-mówił.
-Nie po prostu jeszcze trochę głowa mnie boli i
jestem zmęczona.-powiedziałam a Zayn wziął mnie na ręce. Zaczęłam się śmiać.
-Zayn puść mnie.-powiedziałam.
-Jesteś zmęczona więc zaniosę cię na
górę.-powiedział i wszedł do sypialni. Położył mnie na łóżku i sam położył się obok
mnie przytulając mnie do siebie.
-Przepraszam za to że cię uderzyłem.-powiedział i głaskał
mnie po policzku.
-Nie przepraszaj tylko tego nie rób.-powiedziałam z
lekkim uśmiechem. Po chwili zasnęłam.
Rozdział 14
Wyszłam z pokoju i podeszłam do schodów. Zayn stał
nad jakimś pobitym chłopakiem a Liam stał obok i wszystkiemu się przyglądał.
-Masz forsę?-zapytał zły Zayn.
-Nie mam.-powiedział.-powiedział a Zayn kopnął go w
brzuch a ja się wzdrygnęłam.
-To ile mam czekać? 100 lat? Jesteś
śmieszny.-powiedział Zayn i znów kopnął tego chłopaka jeszcze dwa razy i
powiedział:
-A to za wczoraj.-podniósł go za koszulkę i zaczął
okładać pięściami po twarzy. Nie mogłam znieść tego widoku. Zbiegłam ze schodów
czym zwróciłam uwagę trzech mężczyzn. Zayn nadal trzymał tego chłopaka.
-Zayn co ty robisz?! Zostaw go, zrobisz mu
krzywdę!-powiedziałam.
-Nie wtrącaj się.-powiedział i znów dał temu
chłopakowi w twarz. Weszłam pomiędzy tego chłopaka a Zayna.
-Proszę cię przestań.-powiedziałam.
-Zejdź mi z drogi. Zasłużył sobie to teraz oberwie.
Odejdź albo ty też oberwiesz.—powiedział zły. Ja cały czas tam stałam.
-Nie.-powiedziałam.
-Czego nie rozumiesz w zdaniu „Zejdź mi z drogi”?
Skoro nie rozumiesz to ci wytłumaczę.-powiedział, złapał mnie za ramiona,
przycisnął do ściany.
-Zayn puść mnie bo zrobisz mi krzywdę.-powiedziałam,
byłam przestraszona. Nie czekając na nic uderzył mnie w twarz. Czułam w kąciku
ust krew. Przyłożyłam palec i zobaczyłam że to rzeczywiście krew. Popatrzyłam
na niego z niedowierzaniem.
-Liam weź ją na górę.-powiedział Zayn i mnie puścił.
Liam podszedł do mnie wziął mnie za ramiona i wszedł ze mną na górę. Wepchnął
mnie do pokoju jak jakieś śmieci, trzasnął drzwiami i zamknął je na klucz.
-Super lepiej być nie może.-powiedziałam pod nosem.
Poszłam do łazienki aby zobaczyć się w lustrze. Miałam cały fioletowy policzek
i zaschniętą krew. Wzięłam szmatkę i namoczyłam ją po czym wytarłam krew z
twarzy. Na początku chciałam zrobić sobie makijaż żeby zakryć siniaka ale
stwierdziłam że Zayn powinien widzieć co mi zrobił. Wyszłam z łazienki,
podeszłam do okna i otworzyłam je było zimno ale nie chciało mi się iść po
jakąś bluzę. Patrzyłam na przestrzeń za oknem ale zbyt dużo nie widziałam. Było
zielono i w ogóle ale prawie w ogóle nie było widać żadnych ludzi ani niczego
rzadko kiedy.
-Po co się wtrącałaś?-odezwał się głos za mną.
Przerażona odwróciłam się i zobaczyłam że przede mną stoi Zayn.
-Nie twój interes, odsuń się.-powiedziałam i
chciałam odejść ale Zayn złapał mnie za ramię.
-Nie zapominasz się? To że jesteś w ciąży nie znaczy
że tamte zasady które powiedziałem ci na początku już nie
obowiązują.-powiedział zły. Zaczęłam się szarpać, niespodziewanie potknęłam się
i uderzyłam głową o kant łóżka. Nie wiem co stało się później bo straciłam
przytomność.
wtorek, 27 maja 2014
Rozdział 13
Obudziłam się przez mocne walenie w drzwi. Było
ciemno więc chyba jeszcze noc. Zayna nie było może to on tylko zapomniał kluczy?
Tylko dlaczego tak wali? Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Podeszłam do drzwi i
otworzyłam je. To był Zayn ale nie zachowywał się tak jak wcześniej. Otworzył
szerzej drzwi tak że bym się przewróciła ale schwycił mnie za ramiona, bardzo
mocno. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Trzasnął drzwi tak że aż się zatrzęsłam i
przycisnął mnie do ściany. Był pijany było od niego czuć że pił.
-Zayn puść mnie, zrobisz mi krzywdę, zostaw. O co ci
w ogóle chodzi?-spytałam lekko drżącym głosem.
-Nie udawaj głupiej. Czemu się kurwa
puszczasz?-zapytał nieźle wkurzony.
-Co? Ja? Chyba ci się coś pomyliło. A nawet gdyby
jak miałabym cię zdradzić jak nie wychodzę z tego domu a jak już wychodzę to z
tobą. W ogóle kto ci takich głupot nagadał. Widać że ten ktoś ma nie po kolei w
głowie.-powiedziałam.- Puść mnie to boli.
-Przepraszam nie wiem dlaczego w to uwierzyłem.
Kumpel mi powiedział a że byłem już trochę pijany to jak idiota w to
uwierzyłem. Żałuję że to zrobiłem nie chciałem ci zrobić krzywdy
przepraszam.-powiedział i widać było że naprawdę żałował.
-Ok rozumiem ale nie możesz mnie przyciskać do
ściany i oskarżać o zdradę.-powiedziałam.
-Dobra jeszcze raz przepraszam idź się połóż na
pewno jest zmęczona zwłaszcza po tym a ja pójdę jeszcze zadzwonić do
kumpla.-powiedział a ja przytaknęłam głową. Poszedł w głąb korytarza lekko się chwiejąc
a ja poszłam za nim. Zdawałam sobie sprawę że mogę mieć problemy ale ciekawość
zwyciężyła. Podeszłam do drzwi i zaczęłam słuchać.
-No siema stary. Jestem taki wkurwiony że masakra.
Taki jeden nagadał mi bzdur a ja że byłem trochę pijany uwierzyłem mu jak
głupi. Prawie zrobiłem krzywdę Hanie. Nie chcę myśleć co by się stało. No jak
to co? Muszę mu wpierdolić za to co zrobił a jak będzie się stawiał to będzie z
nim źle. Wierz o co chodzi nie?-mówił a po chwili słyszałam jak się śmieje. On
chyba nie chcę go zabić. Mam nadzieję ale szczerze to w to wątpię.- Jutro mi go
przyniesiesz? No do domu a gdzie? A nią się zajmę. To nie jej sprawa i ma się nie
wtrącać w takie rzeczy.-chyba mówi o mnie.-Dobra to do jutra. Dzięki Liam
nara.-powiedział a ja szybko poszłam na górę, cicho zamknęłam drzwi od sypialni
i położyłam się na łóżko. Odwróciłam się tyłem do drzwi i patrzyłam się w okno.
-Śpisz już?-spytał Zayn gdy wszedł.
-Nie a co?-zapytałam odwracając się w jego stronę.
-Nic jutro przyjdzie Liam.-powiedział.
-A po co?-spytałam kiedy Zayn leżał już obok mnie na
łóżku.
-To nic ważnego. Nie powinno cię to interesować,
zajmij się swoimi sprawami.-powiedział zły.
-Jej tylko się zapytałam nie musisz od razu na mnie
naskakiwać.-powiedziałam i odwróciłam się tyłem do Zayna.
-Nie obrażaj się. Ale to nie jest twoja sprawa i ci
nie powiem chociaż pewnie sama się dowiesz.-powiedział owijając swoje ręce
wokół mojej talii.
-Możesz mnie nie dotykać? Będę wdzięczna. Chce
trochę przestrzeni, jest gorąca a ty się do mnie lepisz.-powiedziałam zdejmując
jego ręce z brzucha. Zayn oczywiście musiał postawić na swoim i mocniej objął
mnie w tali. Byłam zmęczona i nie chciałam się już kłócić. Zamknęłam oczy i po
chwili już spałam. Rano obudziłam się sama w łóżku. Wstałam z łóżka, poszłam po
jakieś ciuchy i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Kiedy czesałam
swoje włosy usłyszałam czyiś krzyk a mianowicie był to krzyk Zayna.
-Zamknij ryj zaraz się policzymy!…
Rozdział 12
Po 15 minutach byliśmy pod domem. Wysiadłam z auta,
weszłam do domu i skierowałam się do salonu
-Co się stało?-spytałam zdenerwowana.
-Nie wiem jak ci to powiedzieć.-powiedział drapiąc się
po karku.
-Może normalnie i bez owijania w bawełnę?-spytałam a
raczej zaproponowałam.
-Jesteś pewna że chcesz wiedzieć?-spytał.
-Tak mów już proszę cię.-powiedziałam ale tego co po
chwili usłyszałam się nie spodziewałam.
-Twoja przyjaciółka Cassie nie żyje.-powiedział.
-Co? Ale jak to? Co się stało?-zaczęłam panikować a
po moich policzkach zaczęły lecieć łzy.
-Ona przedawkowała narkotyki.-powiedział a ja nie
mogłam w to uwierzyć.
-Co? Dlaczego tak kłamiesz? Ona nigdy nie brała
narkotyków.-mówiłam w szoku. Może on chcę mnie oszukać? Chociaż gdyby to był
żart już by mi powiedział.
-Wpadła w złe towarzystwo i tak się to skończyło.
Dawała sobie w żyłę ale przedawkowała.
-To nie prawda gdyby tak było powiedziałaby mi o tym
że ma problemy.
-Miała problemy finansowe, pożyczyła kasę u
niewłaściwych osób, nie mogła tego spłacić później uzależniła się od narkotyków
a że nie miała pieniędzy zaczęła się sprzedawać.-powiedział. Przecież to nie
może być prawda. Cassie dziwką nie wierzę w to. Ona taka nie jest a właściwie nie była przecież
wszystko sobie mówiłyśmy. Mogła mi powiedzieć pomogłabym jej. Zaczęłam szarpać
Zayna nie wiem dlaczego.
-Powiedz że to nie prawda! Rozumiesz?! Powiedz że
kłamałeś?!-powiedziałam krzycząc. Zayn odciągnął mnie od siebie, schwycił mnie
za ramiona i zaczął mną potrząsać.
-Uspokój się taka jest prawda. Musisz to zrozumieć
ona stoczyła się na dno.-mówił a ja wyrwałam się mu o dziwo i poszłam na górę
do sypialni. Położyłam się na łóżku tyłem do drzwi i skuliłam się w kłębek. To
nie może być prawda, ona nie mogła umrzeć. Cassie dziwką? Nie wierzę w to. Nie
wierzę że dla narkotyków zrobiła te wszystkie rzeczy. To kłamstwa, tylko po co
Zayn miałby kłamać? No właśnie. Moja przyjaciółka staczała się a ja nwet jej
nie pomogłam, nie porozmawiałam z nią. Przez te wszystkie wydarzenia straciłam
z nią kontakt. Byłam tak zamyślona i zapłakana że nie usłyszałam jak Zayn
wszedł do środka. Zayn usiadł na łóżku i zaczął mnie głaskać po głowie.
-Już dobrze, uspokój się.-powiedział. Było mi głupio
bo nie potrzebnie na niego naskoczyłam. Usiadłam na łóżku i przytuliłam się do
Zayna. Potrzebowałam czyjegoś wsparcia, miłości, poczucia bezpieczeństwa
zwłaszcza po stracie Cassie.
-Przepraszam Zayn nie chciałam cię tak potraktować
ale nie mogę zrozumieć że Cassie nic mi nie powiedziała o swoich
problemach.-powiedziałam odsuwając się od Zayna.-Ty mnie nie zostawisz tak jak
ona? Nie będziesz mnie okłamywał tylko mówił prawdę tak? Będziesz ze mną
szczery? Obiecasz? Nie chcę zostać sama.-powiedziałam i znów przytuliłam się do
Zayna tylko mocniej. Nie chciałam żeby kolejna osoba mnie zostawiła.
-Obiecuję wszystko będzie dobrze. Uspokój się.
Wszystko będzie dobrze. Połóż się i odpocznij.-powiedział i położył mnie na
łóżko, przykrył kołdrą i głaskał po głowie. Strasznie bolała mnie głowa od tego
płaczu i po chwili już spałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)