piątek, 23 maja 2014

Rozdział 1

-No chodź już. Ile można się szykować?-zapytałam już lekko zirytowana. Owszem też się szykowałam ale na Cassie czekam już ponad godzinę. Wiedziałam że to zły pomysł iść na imprezę do klubu. No ale oczywiście dałam się przekonać. -Już zaczekaj chwilę.-powiedziała i na szczęście po chwili wyszła z łazienki. -No no ale laska.-powiedziałam bo naprawdę ładnie wyglądała. Miała czarną sukienkę do połowy ud, czarne obcasy, rozpuszczone lekko podkręcone włosy i bardzo ładny makijaż . Ja też miałam miałam czarną sukienkę tylko trochę dłuższą ale tylko trochę, rozpuszczone proste włosy, byłam pomalowana trochę mniej wyzywająco, czarne obcasy, wyższe od obcasów Cassie. Z racji tego że lubię chodzić na wysokich obcasach było mi wygodnie. -Dobra możemy już iść nie na darmo się tyle szykowałam. Muszę poderwać jakiegoś bądź jakiś kolesi.-powiedziała. -Dobra dobra już idę. Nie dąsaj się.-powiedziałam ,wzięłam torebkę, klucze i wyszłyśmy. Zamknęłam drzwi, zakluczyłam je i wyszłyśmy. Postanowiłyśmy iść na pieszo, bo później będziemy pijane. Po jakiś 15 minutach byłyśmy pod klubem. Bez trudu weszłyśmy i poszłyśmy do baru. Ja wzięłam najpierw coś lekkiego a Cassie jedno z mocniejszych alkoholi w tym klubie. Od razu znikła mi z oczu i poszła się bawić. Ja nie miałam ochoty tańczyć tylko porządnie się upić. Nie wiem dlaczego ale tak już czasem miałam. Piłam 4 drinka ale nie czułam się pijana. Poszłam do toalety, a kiedy z niej wychodziłam wleciałam prosto na jakiegoś kolesia. Nie znałam go i chciałam odejść ale przyparł mnie do najbliższej ściany ale z dala od tłumu tam gdzie prawie nikt nie chodzi. -Nie ładnie tak wpadać na ludzi.-powiedział i przybliżył twarz do mojej byłam pijana ale nie aż tak bardzo.-Powinnaś przeprosić.-znów się odezwał i chciał mnie pocałować ale odwróciłam głowę w drugą stronę. Ten koleś nie wyglądał na miłego wręcz przeciwnie. Czułam że będę miała problemy i to duże. -To był błąd, kochanie-powiedział i uderzył mnie w twarz. Jak bolało to było straszne. Jak on w ogóle mógł nie znamy się a on bije mnie w twarz coś jest z nim nie tak. Nie będzie mnie bił. Idiota. Odepchnęłam go od siebie on nie spodziewając się takiego ruchu z mojej strony puścił mnie dając szansę na ewakuacje. Nie tracąc czasu odeszłam od tego palanta. Poszłam do baru musiałam się napić żeby zapomnieć o tym frajerze. Nadal boli mnie cały policzek i na pewno będę miała ślad. Wypiłam jeszcze z 5 czy y6 drinków nawet nie pamiętam i poszłam poszukać Cassie. Niestety ale jej nie znalazłam. Przyszła ze mną do klubu a zostawiła mnie na samym początku. Nie chciało mi się zamawiać taksówki więc szłam na piechotę, zimno też nie było. Starałam się omijać ciemne zaułki ale dzięki nim mogłam być szybciej w domu a tego chciałam. Szłam kiedy nagle zobaczyłam tego kolesia z klubu z jakimś innym kolesiem. Jaka ja jestem głupia.-pomyślałam to było oczywiste że taki ktoś jak on będzie w takich miejscach. Może mnie nie pozna.-pomyślałam. Postanowiłam przejść obok nich jak gdyby nigdy nic niestety coś mi nie wyszło. Kiedy ten mulat w kruczoczarnych włosach mnie zobaczył posłał mi łobuzerski uśmiech a moje nogi odmawiały mi posłuszeństwo. Bardzo się bałam. Ten koleś pożegnał się z kumplem i zaczął iść w moją stronę. Niestety tamten już się oddalił i wiedziałam że nikt mi nie pomoże. Spuściłam głowę na dół i postanowiłam udawać że go nie znam ani nie pamiętam. Jednak kiedy przeszłam obok niego i myślałam że da mi spokój on chwycił mnie mocno za nadgarstek nie czułam tej ręki. Pociągnął mnie w jakiś zaułek. No to już mój koniec.-pomyślałam. -Znów się spotykamy, kochanie.-powiedział i przycisnął mnie do ściany. -Nie mów do mnie kochanie.-powiedziałam zła. Kim on jest żeby tak do mnie mówić? No właśnie. Niech spada i da mi spokój. -Zadziorna lubię takie.-powiedział z tym swoim głupim uśmieszkiem. -Puść mnie.-powiedziałam. -Nie mam zamiaru, kochanie.-powiedziałam. Jak on mnie wkurwia. -Odwal się.-odpyskowałam mu lecz szybko tego pożałowałam bo po chwili poczułam mocne uderzenie w policzek. -Grzeczniej kochanie, grzeczniej.-powiedział i zaczął głaskać mnie po uderzonych chwile wcześniej policzku a mi zebrał się na wymioty. Postanowiłam go ignorować może da mi spokój.-Tak lepiej. Jak masz na imię?-zapytał. Chuj cię to obchodzi.-pomyślałam ale nie powiedziałam tego na głos bo bałam się.-Tylko powiedz prawdę dobrze ci radzę.-teraz boję się jeszcze bardziej. -Ha-n-a.-odpowiedziałam jąkając się. -Jak będziesz grzeczna to nic ci nie zrobię a teraz chodź.-powiedział i zaczął mnie ciągnąć bo nie miałam zamiaru nigdzie z nim iść. -Gdzie?-spytał pewnym głosem. -Jak gdzie? Do mnie.-odpowiedział jak gdyby nigdy nic. No nie on sobie chyba żartuje. -Nigdzie z tobą nie idę. Puść mnie i odwal się ode mnie.-powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język. Wiedziałam jedno mam przejebane. On uderzył mnie z pieści w brzuch tak że poleciałam na ścianę i zjechałam po niej w dół. On podszedł do mnie i pociągnął mnie za ramiona żebym wstała. -Nigdy.Więcej.Tak.Do.Mnie.Nie.Mów.Jasne?!!-zaczął na mnie krzyczeć a ja się przeraziłam nie na żarty. Po tym uderzył mnie parę razy w brzuch ale nie pozwolił mi się zgiąć. Przy okazji dostałam jeszcze parę razy w twarz-Rozumiesz co powiedziałem?!!-zapytał mnie krzycząc kiedy ja byłam już prawie nieprzytomna. Kiedy nie odpowiedziałam zaczął mną szarpać i potrząsać za ramiona strasznie mnie za nie ściskając. -Tak rozumiem.-odpowiedziałam bardzo cicho z powodu braku sił. Nie pamiętam co stało się potem bo straciłam przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz