sobota, 24 maja 2014

Rozdział 8

Otworzyłam oczy i nie wiedziałam o co chodzi. Przede mną siedział jakiś starszy koleś który coś pisał.
-O już się pani obudziła. To bardzo dobrze. Boli panią głowa?-zapytał
-Tak ale tylko trochę. Da się wytrzymać. Kim pan jest?-zapytałam.
-Pan Malik mnie wezwał bo przez dłuższy czas nie dało się pani obudzić. Z bardzo dużą siłą się pani uderzyła ale nie trzeba było szyć. Podałem pani lek przeciwbólowy i jak widać pomogło. Niech się pani nie martwi z dzieckiem też jest wszystko w porządku.-powiedział z uśmiechem na twarzy. Co? Jakie dziecko? O co tu chodzi? Ja nie mogę być w ciąży zwłaszcza z tym mordercą.
-Pan sobie żartuje prawda?-zapytałam.
-Przykro mi ale nie. Jestem pani w ciąży i to nie jest żadna pomyłka. Musi pani uważać na siebie żeby donosić ciąże.-powiedział z troską w głosie. Znając Zayn to pewnie mnie zabije za tą ciąże, każe mi je usunąć. Ale pomimo że to jego dziecka i nie powstało z miłości urodzę je, będę kochała i nie pozwolę skrzywdzić go Zaynowi.
-A czy on o tym wie?-zapytałam.
-Tak musiałem pana Malika poinformować. Przykro mi ale muszę już iść. Proszę iść do ginekologa i chodzić na wizyty. Proszę to jest recepta niech pani kupi sobie te witaminy.-powiedział. Widać było że mi współczuję a kto by nie współczuł.
-Dobrze dziękuje. Do widzenia.-powiedziałam i wygodnie się położyłam. Położyłam ręce na swoim brzuchu i zaczęłam go głaskać.
-Nie martw się nic ci się nie stanie. Mamusia cię obroni.-zaczęłam rozmawiać z moim dzieckiem. Sama nie wiem kiedy się rozpłakałam. Do pokoju wszedł Zayn a ja mu się przyglądałam.
-Czego chcesz?-spytałam.
-Nie tym tonem suko.-powiedział.-Chcesz to dziecko?-zapytał siadając na łóżku.
-Co to za pytanie? Ja nie mam wyboru a nawet gdybym miała to i tak urodzę to dziecko. Co pewnie go nie chcesz co? No ale cóż jest już za późno. Czy chcesz to dziecko czy nie ono już jest i nie ma mowy o aborcji ostrzegam.-powiedziałam nie usunę tej ciąży. Jeśli on nie chce tego dziecka to jego sprawa. Najlepiej niech da mi spokój. Bo jak będzie mnie tak bił i rzucał o ściany to chyba naprawdę stracę to dziecko.
-Ok tylko spytałem tak. Zresztą ja nie wiem czy chce to dziecko czy nie.-powiedział jakby rozmawiał o tym które buty ma kupić. Co za idiota.
-A powinieneś.-powiedziałam.-Czy pomimo tego że jestem w ciąży zamierzasz mnie bić i w ogóle?-spytałam.
-Nie. Przecież nie zabije własnego dziecka. Może i zabijam innych ale nie swoich bliskich.-powiedział. Nie wiem czemu to zrobiłam ale usiadłam i przytuliłam się do Zayna. Najgorsze było to że pomimo tego co mi zrobił zaczęłam go lubić a może i go pokochałam sama już nie wiem. Potrzebowałam czyjegoś wsparcia a nie wyrzutów i innych rzeczy.-Obiecaj że nie zrobisz naszemu dziecku krzywdy. Proszę cię.-powiedziałam i co chwilę ocierałam łzy z policzków. Nawet nie wiem kiedy zaczęły mi spływać po policzkach.
-Tak obiecuję. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Nie zrobię ci ani dziecku krzywdy. Wiesz to wydaje się chore ale ja ciebie kocham i to dziecko chyba też. Bardzo się o ciebie martwiłem kiedy zemdlałaś i nie obudziłaś się.-mówił to z taką czułością że nie mogłam w to uwierzyć. A kiedy mówił o dziecku położył dłoń na moim brzuchu. Znów się do niego przytuliłam tylko że teraz mocniej.-Kocham cię.-powiedział po chwili. A mnie zatkało przecież to nie możliwe.
-Wiesz ja chyba też cię kocham.-powiedziałam sama nie wiem dlaczego. Przybliżył swoją twarz i pocałował mnie tak delikatnie jakbym miała się zaraz rozpłynąć. To był jeden z najczulszych pocałunków jakie kiedyś w życiu miałam. Kiedy przestaliśmy się całować. Położyłam się na łóżku i zrobiłam miejsce dla Zayna. On wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam jego rękę i wstałam z łóżka. Poszliśmy do innego pokoju o wiele większego, przytulniejszego i ogólnie.

-Od dziś to jest nasza sypialnia.-powiedział Zayn. Weszliśmy do łóżka położyliśmy się na nim. Ja wtuliłam się w Zayna i nie wiem kiedy zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz