Otworzyłam oczy i nie wiedziałam o co chodzi. Przede
mną siedział jakiś starszy koleś który coś pisał.
-O już się pani obudziła. To bardzo dobrze. Boli
panią głowa?-zapytał
-Tak ale tylko trochę. Da się wytrzymać. Kim pan
jest?-zapytałam.
-Pan Malik mnie wezwał bo przez dłuższy czas nie
dało się pani obudzić. Z bardzo dużą siłą się pani uderzyła ale nie trzeba było
szyć. Podałem pani lek przeciwbólowy i jak widać pomogło. Niech się pani nie
martwi z dzieckiem też jest wszystko w porządku.-powiedział z uśmiechem na
twarzy. Co? Jakie dziecko? O co tu chodzi? Ja nie mogę być w ciąży zwłaszcza z
tym mordercą.
-Pan sobie żartuje prawda?-zapytałam.
-Przykro mi ale nie. Jestem pani w ciąży i to nie
jest żadna pomyłka. Musi pani uważać na siebie żeby donosić ciąże.-powiedział z
troską w głosie. Znając Zayn to pewnie mnie zabije za tą ciąże, każe mi je
usunąć. Ale pomimo że to jego dziecka i nie powstało z miłości urodzę je, będę kochała
i nie pozwolę skrzywdzić go Zaynowi.
-A czy on o tym wie?-zapytałam.
-Tak musiałem pana Malika poinformować. Przykro mi
ale muszę już iść. Proszę iść do ginekologa i chodzić na wizyty. Proszę to jest
recepta niech pani kupi sobie te witaminy.-powiedział. Widać było że mi
współczuję a kto by nie współczuł.
-Dobrze dziękuje. Do widzenia.-powiedziałam i
wygodnie się położyłam. Położyłam ręce na swoim brzuchu i zaczęłam go głaskać.
-Nie martw się nic ci się nie stanie. Mamusia cię
obroni.-zaczęłam rozmawiać z moim dzieckiem. Sama nie wiem kiedy się rozpłakałam.
Do pokoju wszedł Zayn a ja mu się przyglądałam.
-Czego chcesz?-spytałam.
-Nie tym tonem suko.-powiedział.-Chcesz to
dziecko?-zapytał siadając na łóżku.
-Co to za pytanie? Ja nie mam wyboru a nawet gdybym
miała to i tak urodzę to dziecko. Co pewnie go nie chcesz co? No ale cóż jest
już za późno. Czy chcesz to dziecko czy nie ono już jest i nie ma mowy o
aborcji ostrzegam.-powiedziałam nie usunę tej ciąży. Jeśli on nie chce tego
dziecka to jego sprawa. Najlepiej niech da mi spokój. Bo jak będzie mnie tak
bił i rzucał o ściany to chyba naprawdę stracę to dziecko.
-Ok tylko spytałem tak. Zresztą ja nie wiem czy chce
to dziecko czy nie.-powiedział jakby rozmawiał o tym które buty ma kupić. Co za
idiota.
-A powinieneś.-powiedziałam.-Czy pomimo tego że
jestem w ciąży zamierzasz mnie bić i w ogóle?-spytałam.
-Nie. Przecież nie zabije własnego dziecka. Może i
zabijam innych ale nie swoich bliskich.-powiedział. Nie wiem czemu to zrobiłam
ale usiadłam i przytuliłam się do Zayna. Najgorsze było to że pomimo tego co mi
zrobił zaczęłam go lubić a może i go pokochałam sama już nie wiem.
Potrzebowałam czyjegoś wsparcia a nie wyrzutów i innych rzeczy.-Obiecaj że nie
zrobisz naszemu dziecku krzywdy. Proszę cię.-powiedziałam i co chwilę ocierałam
łzy z policzków. Nawet nie wiem kiedy zaczęły mi spływać po policzkach.
-Tak obiecuję. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
Nie zrobię ci ani dziecku krzywdy. Wiesz to wydaje się chore ale ja ciebie
kocham i to dziecko chyba też. Bardzo się o ciebie martwiłem kiedy zemdlałaś i
nie obudziłaś się.-mówił to z taką czułością że nie mogłam w to uwierzyć. A
kiedy mówił o dziecku położył dłoń na moim brzuchu. Znów się do niego przytuliłam
tylko że teraz mocniej.-Kocham cię.-powiedział po chwili. A mnie zatkało
przecież to nie możliwe.
-Wiesz ja chyba też cię kocham.-powiedziałam sama
nie wiem dlaczego. Przybliżył swoją twarz i pocałował mnie tak delikatnie
jakbym miała się zaraz rozpłynąć. To był jeden z najczulszych pocałunków jakie
kiedyś w życiu miałam. Kiedy przestaliśmy się całować. Położyłam się na łóżku i
zrobiłam miejsce dla Zayna. On wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam
jego rękę i wstałam z łóżka. Poszliśmy do innego pokoju o wiele większego,
przytulniejszego i ogólnie.
-Od dziś to jest nasza sypialnia.-powiedział Zayn.
Weszliśmy do łóżka położyliśmy się na nim. Ja wtuliłam się w Zayna i nie wiem
kiedy zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz